Czy płacić dzieciom za oceny?

Płacenie za oceny
Płacenie za oceny

Początek roku szkolnego tuż tuż, zatem dzisiejszy wpis poświęcam tematowi bliskiemu znacznej liczbie rodziców. A zatem, czy płacić dzieciom za oceny?

Opinii na ten temat jest mnóstwo i najczęściej są skrajne. Począwszy od tych, którzy jednym tchem wymienią wady tego rozwiązania powołując się na pracę dla idei a nie dla pieniędzy, okraszając dodatkowo swoją wypowiedź listą zakazanych rzeczy, które dziecko może sobie kupić za „zarobione” pieniądze. Skończywszy na rodzicach, którzy traktują dziecko jak dorosłego i uznają, że za pracę w postaci nauki płacić należy.

Nie wdając się w dyskusję z jednymi, ani z drugimi niezwłocznie przedstawiam swoją wizję na ten temat.

Ja płacę

I mam ku temu dobre powody. Nie dlatego, że moje dzieci uczą się dobrze czy niedobrze. Nie tylko również po to, aby zdopingować je do zdobywania dobrych ocen (które przecież nie zawsze są odzwierciedleniem życiowej mądrości i dobrym prognostykiem radzenia sobie w dorosłym życiu). Wprowadzony u nas w domu system został dogłębnie przemyślany, w między czasie zmodyfikowany i obecnie od kilku lat z powodzeniem go stosujemy.

A zasady są takie:

  1. Po pierwsze są stałe. Nawet w okresie, kiedy okazało się, że dana reguła nie sprawdza się zbyt dobrze i wymaga modyfikacji czekaliśmy na koniec semestru. Zmiana zasad w trakcie gry budzi uzasadnioną frustrację i powoduje totalną demotywację do dalszej zabawy.
  2. Płacimy wyłącznie za oceny celujące (czyli szóstki), przy czym każda taka ocena to jeden „punkt dodatni”. Piątki i czwórki są ocenami neutralnymi. Dopóki przynoszą takie oceny jest po prostu ok i nic się nie dzieje.
  3. Oceny poniżej zakresu akceptowalnego (czyli poniżej czwórki) są traktowane jako „punkty ujemne” i neutralizują punkty dodatni. Jeden plus netuje jeden minus i daje zero, czyli brak wypłaty.
  4. Punkty trafiają do banku premii. Wypłata nie następuje po otrzymanej ocenie, lecz dopiero na koniec danego semestru. Zatem zdobycie szóstki po której wpada trója powoduje po prostu brak wypłaty. Na początku płaciliśmy od razu, ale okazało się, że dzieci potrafią bardzo szybko rozgryźć ten system i postarać się wyjątkowo tylko, jeżeli chwilowo bardzo im zależy, nie zwracając uwagi na długofalowy poziom ocen. Z pomocą banku premii udało się wyeliminować takie zachowania.
  5. Dodatkowo wynagradzamy również udział w konkursach przedmiotowych, o ile wynik startu jest co najmniej dobry.

Dlaczego właśnie taki system?

  1. Poprzez wypłatę premii po zakończeniu semestru dajemy szansę na zebranie większej kwoty, która może zostać wykorzystana na zakup czegoś większego, bardziej trwałego i dającego radość w dłuższej perspektywie. W praktyce eliminuje to, w znaczącej mierze, natychmiastową konsumpcję niewielkich kwot w postaci zakupu chipsów, słodyczy i tym podobnych niewskazanych rzeczy. Dodatkowo „zarobione” w ten sposób pieniądze mogą wykorzystać jako własne, dodatkowe kieszonkowe na wyjazdach w ferie lub wakacje.
  2. Uważamy, że wypłata stałego kieszonkowego niezależnie od wszystkiego utrwala nawyk „czy się stoi, czy się leży, tyle samo się należy”. Z tego powodu u nas w domu kieszonkowe nie funkcjonuje.
  3. Dla dziecka nauka jest dodatkowym obowiązkiem, podobnym do pracy w wieku dorosłym. Dlatego uważamy, że taka namiastka pensji za dobrze wykonane obowiązki nie przynosi ujemnych skutków, wręcz przeciwnie.
  4. Czasami spotykam się z pytaniem, dlaczego płacę za oceny, a nie na przykład za wynoszenie śmieci. To akurat dosyć łatwo dzieciom wytłumaczyć. Żyjemy wspólnie w jednym gospodarstwie, pod jednym dachem i wspólnie sobie nawzajem wyświadczamy pewne przysługi. Owszem, mogę płacić za wyniesienie śmieci, jeżeli dziecko zapłaci mi jako rodzicowi za odkurzenie jego pokoju, czy posprzątanie wspólnej łazienki. To szybko ucina dyskusję, jest po prostu logiczne.

Podsumowanie

Myślę, że istotnym pytaniem nie jest nawet płacić, czy nie płacić za oceny. Ważniejszą kwestią jest raczej, jak nauczyć dzieci rozsądnie gospodarować otrzymywanymi wypłatami. Jak przekonać do oszczędzania, inwestowania, a być może nawet pierwszych prób prowadzenia dziecięcego biznesu. Ale to już temat na osobny post.

Dziękuję ci za przeczytanie wpisu i zapraszam jak zwykle do dyskusji w komentarzach.

M

4 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like